WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Archiwum prywatne / Na zdjęciu: Borys Oleszko z córką

Znakomity trener boksu miał rozległy wylew. "Udar nie wie, na kogo trafił"

Dawid Góra
Dawid Góra
Wychował kilka pokoleń wielkich pięściarzy. Z rywalami w ringu rzadko przegrywał. Jednak dopiero teraz, w wieku 66 lat, trafił mu się najtrudniejszy przeciwnik - rozległy udar. Trener Borys Oleszko właśnie toczy najważniejszą walkę swojego życia.

Nikt nie wierzy, że może ją przegrać. Zresztą, nawet lekarze i rehabilitanci są zdziwieni jego wolą walki i skutecznymi ciosami wymierzanymi w szarą codzienność osoby chorej. Ale sam nie zwycięży. Pierwszy raz w życiu tak naprawdę potrzebuje dużego wsparcia.

Koszmar z odroczonym terminem

Jest 16 kwietnia tego roku. Żona Borysa Oleszko zauważa u męża niewielkie zaczerwienienie na twarzy. Potem dostrzega nienaturalnie wykrzywiony kącik ust. Nie niepokoi się bardzo, ale chce to sprawdzić. Namawia męża, aby pojechali do szpitala i sprawdzili, co się dzieje. Mąż jest niechętny, ale wreszcie się zgadza. Czuje się dobrze. Od lat pedantycznie podchodzi do swojego wizerunku, więc najpierw się kąpie, potem czesze, schludnie ubiera, a dopiero potem wychodzi z domu.

W szpitalu w Lubinie podejrzewają... udar. Karetką trafia do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy na SOR.

Tomografia komputerowa wykazuje rozległy wylew krwi do mózgu. Diagnoza brzmi jak wyrok, ale po pacjencie na początku tego nie widać, więc rodzina jest pełna nadziei. Do Oleszko dzwoni córka. Rozmawiają względnie normalnie. Mowa taty jest niewyraźna, ale wciąż niewiele wskazuje na poważną dolegliwość.

- Kiedy tata obudził się następnego dnia, nie mógł już poruszać prawą stroną ciała ani mówić. Był sparaliżowany - opowiada Mariola Oleszko-Bratek.

Rodzina jest w szoku. Żona trenera dostaje informację, że stan męża jest bardzo ciężki, pacjent może nie przeżyć. Druga tomografia wskazuje na znaczne powiększenie krwiaka w mózgu. Cokolwiek to znaczy w żargonie medycznym, krwiak zmienił strukturę. Nie wchłonął się.

Oleszko musi pozostać nadal na oddziale poudarowym. Przez 1,5 miesiąca lekarze walczą o to, aby krwiak się wchłonął. Jego umiejscowienie uznano za nieoperacyjne.

Udar nie wie, na kogo trafił

Szybko okazuje się, że Borys Oleszko to zbyt twardy zawodnik, aby się poddać. Okres pierwszych rehabilitacji niespodziewanie przynosi efekty. - Ruch palcem to był wielki sukces. Cała rodzina biła brawo. Z tygodnia na tydzień tata uczył się życia od nowa - tłumaczy córka.

ZOBACZ WIDEO: Śmierć Dariusza M. nie była przypadkiem? Wypadek budzi spore wątpliwości


Udało się zebrać pieniądze na prywatną rehabilitację w Centrum Rehabilitacyjno-Medycznym "Norman" w Koszalinie. Tam postępy były jeszcze szybsze. - Szczególnie w nauce sprawniejszego poruszania się i w zakresie ruchu w prawej ręce. Cała rodzina wspólnie przechodziła zmiany jego choroby. Zresztą, dzieje się tak do dziś - zaznacza Mariola Oleszko-Bratek.

Cały czas przy trenerze są jego uczniowie i wychowankowie. "Życzę szybkiego powrotu do pełnego zdrowia, najlepszy trener z jakim miałem okazję trenować" - napisał jeden z nich w życzeniach wysłanych do Oleszko. "Udar nawet nie wie, na jakiego zawodnika trafił" - napisał kolejny.

W Energetyce Lubin trener działał społecznie. Nie pobierał wynagrodzenia za szkolenie adeptów boksu. W ten sposób wypełniał swoją misję.

Boks to inteligentny sport

- Mamy nadzieję, że wróci do nas na stałe. Wiemy, że jest w nim wielka siła, ale nie wszystko zależy od człowieka. Każdy w klubie był zszokowany informacją o udarze. Był zdrowy, wysportowany - zaznacza Wojciech Misiak, trener i były pięściarz. - Wiele się od niego nauczyłem. Zarówno jeśli chodzi o dyscyplinę pracy, jak i technikę. Nigdy nie odmawiał pomocy i niczego nie ukrywał. Przekazywał uczniom pełnię swojej wiedzy.

Borys Oleszko ma na koncie liczne sukcesy, zarówno jako pięściarz, jak i trener. Był członkiem kadry narodowej ZSRR i mistrzem kraju. Jeszcze w trakcie kariery zawodniczej wysłano go do bokserskiej jednostki wojskowej w Legnicy - tam startował w zawodach przez pięć lat. W Legnicy poznał swoją żonę, urodziła mu się córka. Razem wyjechali do ZSRR, aby Borys mógł objąć opieką kadrę narodową juniorów w boksie. Po kilku latach wrócili do Polski.

Trener otrzymał propozycję pracy w Lubinie. Od samego początku w Zagłębiu. Potem nazwa zmieniła się naMKB "Górnik" Lubin, obecnie MKB EnergetykaLubin. Wychował mnóstwo mistrzów Polski, reprezentantów kraju. Całe życie poświęcił boksowi.

- Mój tata zawsze powtarza, że boks to inteligentny sport. Liczy się tutaj coś więcej od hartu ducha. Zresztą, często upominał swoich podopiecznych, że jeśli nie poprawią ocen w szkole, to będą mieć szlaban na boks. Zdarzało mu się nawet chodzić na wywiadówki do szkół swoich uczniów - przyznaje córka trenera.

Jedyna nadzieja

Córka podkreśla, że nie jest w stanie stwierdzić, czy ojciec wróci do trenowania boksu. Nie zna osoby, która mogłaby odpowiedzieć na to pytanie, ale jest pewna, że bez rehabilitacji to się na pewno nie uda. Borys Oleszko jest po jednym turnusie rehabilitacyjnym, którego koszt wyniósł ponad 15 tys. zł. Turnus przyniósł ogromne postępy. Wskazany jest minimum rok intensywnej rehabilitacji, aby mieć nadzieję na wyraźną poprawę stanu zdrowia. Obecnie trener rehabilituje się w Lubinie, uczęszcza na terapię do neurologopedy.

- Trener jest bardzo wrażliwy na krzywdę innych ludzi, poruszają go tragedie zwierząt. Zawsze i wszędzie pomaga jak może. Wierzymy, że teraz - gdy sam potrzebuje pomocy - nie zostanie sam! Bardzo prosimy o pomoc w powrocie do zdrowia trenera Borysa. On sam się nigdy nie podda - to urodzony wojownik! - mówią pełni przekonania uczniowie i przyjaciele z lubińskiego klubu.

Komentarze (1):

    PRZEJDŹ NA WP.PL