Triumf „bylejakości”. Polskiej piłce potrzeba kompetencji!

autor: Tomek Mina | 2019-07-17, 16:02 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Polska piłka to nie tylko słaba, przepłacona liga, w opakowaniu godnym tych najlepszych. Polska liga to przede wszystkim brak perspektyw i długofalowych planów. Jedyną strategią jest hasło „jakoś to będzie”.

Wydawać by się mogło, że największym złem polskiej piłki są marnej jakości trenerzy. Przecież to oni są zwalniani co kilka miesięcy. Najsłabszy odchodzi pierwszy. Proste prawda? Jeśli tak to dlaczego tak rzadko do naszej ligi przychodzi zagraniczny trener, który za pomocą magicznej różdżki, potrafi odmienić grę i sytuację swojego klubu?
Bo chyba jednak to nie trenerzy drużyn zawodowych są całym złem polskiej piłki. Adam Nawałka, Michał Probierz, Piotr Stokowiec, Marcin Brosz, Dominik Nowak, Ireneusz Mamrot, Waldemar Fornalik, Jerzy Brzęczek. Pomijając sympatie klubowe, trzeba przyznać, że pod wodzą tych trenerów zespoły, które prowadzili robiły postęp. Łączy ich jedno. Właściciele klubów dali swoim trenerom czas i zaufanie.

Od zmian ustrojowych w Polsce, trudno znaleźć takich prezesów czy właścicieli klubów o których jednoznacznie można stwierdzić, że znają się na robocie. Zwykle to przypadkowi ludzie. Najczęściej wysłannicy władz samorządowych lub spółek skarbu państwa, które w największym stopniu finansują polskie kluby. Prezesi ci może i znakomicie zarządzali miejską siecią wodociągowo-kanalizacyjną, sprawnie prowadzili miejskie spółki, ale o specyfice sportu wiedzą mało. Nagle wyrwani ze swoich światów mają zmieniać oblicze polskiej piłki.

Tylko jak to robić długofalowo jak szef potrzebuje sukcesu tu i teraz? Przecież za rok, pół, miesiąc są wybory. I trzeba jakoś mieszkańcom pokazać, że przelewanie kilkunastu milionów rok w rok w klub piłkarski ma jeszcze sens. Działając w ten sposób kluby myślą tylko jak utrzymać się na powierzchni i swojemu pryncypałowi (który zwykle też średnio czuje sport) sprzedać to, że miejsce w ósemce czy nawet utrzymanie się w ekstraklasie, to wielki sukces jego klubu.

Niewiele lepiej ma się sytuacja w zespołach w których rządzą prywatni właściciele. Często myślą oni, że jak w biznesie im wyszło to przełożą wszystko na piłkę i wynik zrobi się sam. To przykłady Legii czy Lecha, bo sukcesu w biznesie ich szefom trudno odmówić. Podobną ścieżką szedł prezes Cracovii. On też przez wiele lat wiedział wszystko najlepiej. To fakt, będąc profesorem i właścicielem globalnej firmy, ciężko jest uznać swoją słabość. Profesor Filipiak potrafił jednak zrobić krok w tył. Oddał sportowe stery klubu w ręce kogoś kto na piłce zjadł zęby. I co więcej słucha go i daje mu coraz więcej kompetencji. Wielu może irytować Michał Probierz, ale sukcesu z Jagiellonią i realizowaniu wielkiej wizji w Cracovii, nikt nie może mu odebrać.
Wydawał się, że podobną ścieżką pójdzie też Lech. Adam Nawałka miał wszystko, żeby zostać menedżerem w angielskim stylu. Wiedzę, doświadczenie, sukcesy. Nie miał jednego. Zaufania przełożonych.

Dariusz Mioduski podkreśla, że Legia musi grać zawsze o wynik. Nie może sobie - według prezesa - pozwolić choćby na jeden rok bez mistrzostwa. Musi się to odbywać nawet kosztem długofalowego rozwoju. Nie wiem w jakiej lidze prezes Mioduski widzi takiego hegemona, który wygrywa ciągle - dajmy na to od 20 lat - ligę. Nawet Barcelona czy Bayern mają przejściowe sezony. Ajax nie był mistrzem od kilku lat. Czasami trzeba zrobić krok w tył. To nie korporacja w których najważniejszy jest wynik tu i teraz. Tu nie można używać kreatywnej księgowości, żeby na krótka metę wypłacić sobie premię. Jednak w jednym i drugim przypadku krótkowzroczność kroczy tylko krok przed upadkiem. Przecież już pod koniec maja może okazać się, że Legia nie ma ani sukcesu (mistrzostwa Polski) ani rozwoju.

Takich ludzi jak Mioduski trzeba oczywiście szanować. Z własnej kieszeni finansują produkt, który dawno by upadł, gdyby nie oni. Trzeba jednak powiedzieć, że podają swoim klubom tylko chemioterapię. Pacjent może przeżyć, jednak nadal jego organizm będzie wyniszczony i tylko czasami daje ona szansę na całkowite wyleczenie.

Mioduski i Rutkowski chcą by Legia i Lech były przykładem dla innych polskich klubów. Jednak patrząc na pracę wykonywaną w Jagiellonii, Cracovii, Pogoni Szczecin czy ostatnio nawet w Lechii Gdańsk, to te najbogatsze kluby w Polsce mają do odrobienia potężną lekcję.

Przede wszystkim zaufania i szacunku względem trenerów, którym należy się czas na pracę, naprawę błędów i osiągnięcie długofalowych celów. Jednak, żeby to zrobić sami prezesi powinni wiedzieć czego chcą i jak to zrobić. Oczywiście, że trenera można zwolnić, ale późniejsze zatrudnianie kolejnych szkoleniowców „od Sasa do lasa” powoduje tylko jeszcze większy chaos. Polskie kluby nie mają wysoko rozwiniętych kadr. W Niemczech na porządku dziennym są transfery dyrektorów sportowych. To ludzie o ustalonej renomie. To oni opracowują plan sportowy klubu. To oni podejmują decyzję o szkoleniu, transferach i o tym, kto jest trenerem. To oni mają plan A, B czy C, gdy danemu szkoleniowcowi podwinie się noga i nie widać perspektyw dalszej współpracy. Nowy trener jednak nie zmienia wszystkiego od razu. Z reguły styl jego pracy jest bardzo zbliżony do poprzednika. Co najwyżej kładzie gdzie indziej akcenty. W naszej lidze też znajdziemy tego dobre przykłady, a jest nim choćby zastąpienie w Jagiellonii Michała Probierza Ireneuszem Mamrotem.

W Polsce dyrektor sportowy, o ile jest, to odpowiada głównie za PR. Właściciele nie ufają im i traktują wyłącznie jak kwiatek do kożucha. Z drugiej strony jak mają im ufać jak zwykle na tych stanowiskach umieszcza się byłych piłkarzy. W myśl: „coś tam kopał, to pewnie i coś tam na tej piłce się zna”. Właściciele szybko orientują się, że z reguły ci byli piłkarze wiedzą za mało. Jose Mourinho odpowiadając na pytanie dlaczego tak mało wybitnych zawodników pracuje w klubach, odpowiada wprost: „bo za mało się uczyli”.

Jeśli interesujesz się sportem i obstawianiem ciekawych meczy to sprawdź zakłady bukmacherskie online polska 2019 .
Należy pamiętać, że także gra u legalnego bukmachera może skutkować problemem z uzależnieniem. Bukmacherka online wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości środków finansowych. Gra dozwolona jest tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Fansportu99

Ciekawy temat. Osobiście skłanialbym się jednak ku rozwiązaniu, gdzie wydatki przeznaczane na wynagrodzenia piłkarzy nie przekraczają określonego poziomu budżetu. Przykładowo jeżeli roczny budżet polskiego klubu piłkarskiego wynosi 10 mln to na wynagrodzenia piłkarzy max 60%. Celem tego, żeby były pieniądze na rozwój infrastruktry, szkolenie młodzieży itd.

Dodatkowo trzeba stawiać na młodych Polaków.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.