Młoda Piłka – prawie ewenement

autor: Hannover Forever | 2017-03-02, 21:20 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Nadszedł czas na opisanie pierwszego zawodnika z bramki w moim cyklu. W czasie gdy niejaki Gianluigi Donnarumma zdobył miejsce w bramce AC Milan, pewien inny golkiper, trochę ponad miesiąc starszy, pukał do bram pierwszego zespołu francuskiego średniaka. Ten piłkarz to Francuz rodem z Burkina Faso, czyli Alban Lafont.

 

Alban Lafont urodził się 23 stycznia 1999 roku w stolicy Burkina Faso, czyli Wagadugu. Ta data, pomimo że na pierwszy rzut oka nic nie mówi, w rzeczywistości jest dość szczególna. A dlaczego? A dlatego, że dokładnie w tym samym dniu na świat przyszedł… Malang Sarr, obrońca klubu z Nicei, o którym też mieliście przyjemność poczytać. Nie da się ukryć, że jest to ewenement we współczesnym świecie piłki. Owszem, jest mnóstwo piłkarzy urodzonych w tym samym dniu (najgłośniejszy przykład to Cristiano Ronaldo i Neymar), jednak nie znam innego przypadku, by piłkarze pochodzili z tego samego dnia i tego samego roku. Jakby tego było mało, obaj są tej samej narodowości i obaj są potomkami migrantów.

Ale wracając do Lafonta: w 2008 roku razem z rodzicami wyemigrował z Afryki do Francji. Osiedlili się oni na przedmieściach Montpellier, w mieście Lattes. Tam też dziewięcioletni Lafont został zapisany do klubu. Co ciekawe, grał tam na pozycji napastnika, co przy jego warunkach fizycznych nie było pozbawione sensu (obecnie Francuz mierzy 193 cm). Ostatecznie został jednak przestawiony na bramkę. I tam jego talent eksplodował.

W 2014 roku Lafont zdecydował się na przeprowadzkę – na miejsce kontynuowania swojej kariery wybrał Tuluzę, mimo że jest ona oddalona od Montpellier aż o 200 km. Tam szczeble kariery pokonywał tak szybko, że już podczas sezonu 2015/16 nagle, bez poważniejszej zapowiedzi, pojawił się w pierwszym składzie swojego klubu na mecz z OGC Nice. Od razu zachował czyste konto, a jego drużyna pokonała solidnych rywali 2:0. Była to piętnasta kolejka i dopiero druga wygrana tuluzan w sezonie. A sam Lafont został najmłodszym piłkarzem kiedykolwiek występującym w Ligue 1, mając 16 lat i 309 dni.

Lafont wskoczył do bramki z powodu słabej formy dwóch pozostałych bramkarzy (podobnie zresztą jak Gigi Donnarumma, tyle że Francuz uczynił to miesiąc później niż Włoch). A jego rywalami byli dość ciekawe osoby: pierwszym golkiperem miał być Ali Ahamada rodem z… Komorów, a drugim – Mauro Goicoechea (nie mylić z Sergio Goycocheą, zwłaszcza że legendarny bramkarz jest Argentyńczykiem, a Mauro z Tuluzy to Urugwajczyk).

A wracając: nietrudno się domyślić, że po takim debiucie młody bramkarz utrzymał miejsce w składzie. A że na pozycji bramkarza mało co się zmienia, to zagrał on już we wszystkich meczach do końca sezonu. Tylko raz nie dograł do końca, zostając zmienionym przez wspomnianego Urugwajczyka Goicoecheę z powodu urazu. Ogólnie w sezonie rozegrał 24 mecze, ugruntowując sobie pozycję w zespole i zyskując łatkę ogromnego talentu, pomimo ciągłego bycia w cieniu bramkarza Milanu.

A sama walka o utrzymanie w wykonaniu piłkarzy z Tuluzy była bardzo ciekawa: jeszcze na dwie kolejki przed końcem byli oni na dziewiętnastym miejscu, podczas gdy bezpieczne było siedemnaste. Po wygranej ze zdecydowanie odstającym ES Troyes AC, która dała awans do bezpiecznej strefy, nadszedł mecz w Angers. Niby sytuacja była dość łatwa dla zespołu Lafonta (19. Stade Reims grało z Olympique Lyon, a 18. GFC Ajaccio w Lorient), ale dziewiętnasty wtedy zespół w tabeli w 56. minucie sensacyjnie prowadził 4:0 (ostatecznie Lyon strzelił jeszcze jedną bramkę i skończyło się 4:1). Taki wynik utrzymywał Reims, jeśli ich rywale by nie wygrali. Wiedząc o tym, przegrywający w 78. minucie 1:2 gracze z Tuluzy wzięli się do roboty, strzelili dwa gole w dwie minuty i utrzymali ligę, wygrywając 3:2. Radość w Tuluzie, smutek i żal w Reims.

Nadszedł sezon 2016/17. Okazało się, że drużyna, po odejściu najlepszego strzelca w osobie Wissama Ben Yeddera, nie straciła na wartości, a wręcz zaczęła grać dużo lepiej. W pewnym momencie starczało to nawet na trzecie miejsce! Ostatnio jednak drużyna przeżywa kryzys i spadła na pozycję numer dziewięć. Nie zmienia to faktu, że o utrzymanie nie może się martwić, a przecież to było głównym celem tej ekipy.

A Lafont? A Lafont zachwyca. Grał we wszystkich 27 meczach ekipy z Tuluzy i puścił tylko 28 bramek, przy czym osiem razy zachowując czyste konto. Ma wielki wpływ na wyniki tego zespołu i należy się spodziewać, że niedługo odejdzie ze swojego obecnego klubu. Jednego możemy być pewni: kto go kupi, nie pożałuje.

Alban Lafont to bramkarz będący wciąż będący w cieniu swojego rówieśnika z Mediolanu, ale na pewno nie mniej utalentowany. Jego mocnymi stronami są refleks oraz skoczność, jednak, ogólnie patrząc, jest bardzo wszechstronny i nie odstaje w żadnym elemencie bramkarskiego rzemiosła. W porównaniu do Donnarummy jest mniej spektakularny, ale nie przeszkadza mu to w osiąganiu świetnych wyników w bramce, dodatkowo mając słabszy zespół „do dyspozycji”. Osobiście nie podejmę się oceny, który z nich jest lepszy – na pewno obaj są wielkimi nadziejami na przyszłość dla swoich reprezentacji.

#40 Alban Lafont (Francja, Toulouse FC)
Data urodzenia: 23.01.1999
Pozycja na boisku: bramkarz
Wzrost: 193 cm
Waga: 82 kg
Lepsza noga: prawa
Debiut w lidze: 28.11.2015 (przeciwko OGC Nice)
Debiut w reprezentacji seniorskiej: -
Pierwsza bramka w lidze: -
Reprezentacje (mecze/bramki):
U-16: 5/0
U-17: 2/0
U-18: 4/0

Za tydzień kolejny artykuł podwójny, ale tym razem inny w porównaniu do poprzednich. Za to już teraz zapowiadam, że będzie to ostatni tekst tego typu napisany przeze mnie. Oczywiście nie znaczy to, że kończę pisanie – po prostu zmienię formułę.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: