Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Getty Images / Pool

Eliminacje MŚ 2018. W stepie szerokim. Kazachstan rozpoczyna walkę o awans

Jacek Stańczyk
Jacek Stańczyk
Dwadzieścia lat temu ludzie w Kazachstanie nie myśleli o futbolu tylko o tym, jak i czym wypełnić lodówki. Dziś władze tamtejszej piłki chcą, aby ich słaba drużyna awansowała do mistrzostw świata w Rosji.

Z poderżniętego gardła krew leje się strumieniami. Jeśli ktoś ma na to ochotę, może zamoczyć w niej dłonie. Owcę zabija się, żeby przyniosła szczęście. Na przykład w całym sezonie albo przed ważnym meczem. Tak jak to zrobili działacze Szachtiora Karagandy przed starciem z Celtikiem Glasgow trzy lata temu w eliminacjach Ligi Mistrzów. Ale nie awansowali.

- W Europie ludzie myślą, że żyjemy tu w zacofaniu. A to nieprawda. Kazachstan jest nowoczesny, rozwija się. A zabijanie owiec to tylko tradycja, gdy Kazach ma zrobić coś ważnego. Każdy kraj ma swoje własne rytuały - tłumaczy WP SportoweFakty Bagiżjan Abuow, dziennikarz tamtejszego serwisu Kazfootball.kz. I zarzeka się, że w piłkarskim kazachskim świecie to wcale nie jest powszechna praktyka.

Futbol w Kazachstanie po latach zastoju też próbuje się rozwijać.

Napęd na ropę

Arno Pijpers, holenderski trener, który prowadził reprezentację Kazachstanu w latach 2005-2008, powiedział kiedyś tak: - Chcą zakwalifikować się do mistrzostw świata. Przekonywałem ich, że to się nie wydarzy, ale tu sprawy nabrały takiego przyspieszenia, że oni wierzą, że wszystko jest możliwe.

Kazachstan uzyskał niepodległość w 1991 roku. To kraj pięć razy większy niż Francja, który zamieszkuje zaledwie 17 mln ludzi. Większość terenu to niezamieszkane stepy i prerie. Jest jednak krajem ropą płynącym. Ma też ogromne zasoby gazu. I potrafi z nich korzystać. Polski "Newsweek" przypominał ostatnio, że w ostatnich dekadach przemysł rozwinął się dwudziestokrotnie, handel zagraniczny dwunastokrotnie, a państwo uchodzi za najlepiej rozwinięte i najstabilniejsze w Azji Centralnej. Od czasu wyswobodzenia się z radzieckiej opieki rządzi nim Nursułtan Nazarbajew, były sekretarz w KC ZSRR. To dyktator, którego o łamanie praw człowieka czy wolności słowa oskarżają niekiedy światowe organizacje. 76-latek nic sobie z tego nie robi. Ustępować ze stanowiska nie zamierza aż do śmierci. Wybory niby demokratyczne wygrywa z ponad 95-procentowym poparciem.

ZOBACZ WIDEO: Zieliński o swoim transferze: Liverpool i Napoli się o mnie biły

Jest też człowiekiem sportu. Sport uważa za dobre narzędzie propagandy. FK Astana, który w zeszłym sezonie dostał się do Ligi Mistrzów, to klub stworzony dopiero w 2009 właśnie przez państwo. Narodowe spółki zasilają go milionami petrodolarów. Sama Astana stolicą kraju jest dopiero od grudnia 1997 roku. Dziś to taki, zachowując wszelkie proporcje, kazachski Dubaj.

W 1991 roku niezależność uzyskał też futbol w Kazachstanie. 88 procent terenu tego kraju znajduje się w Azji, 12 - w Europie. Wtedy, gdy kraj oderwał się od ZSRR, postanowiono, że będzie rywalizował z reprezentacjami azjatyckimi. To nie była przemyślana decyzja, ale mało kto wtedy myślał na poważnie o futbolu. Do UEFA przyłączył się dopiero w 2002 roku.

- Byliśmy częścią ZSRR. I dwadzieścia lat temu Kazachowie myśleli przede wszystkim o jedzeniu. Nie o piłce nożnej - wspomina w rozmowie z nami Michaił Kozaczkow, dziennikarz tamtejszej gazety "Czas" i szef piłkarskiego serwisu fanatik.kz.

A Bagiżjan Abuowdodaje: - Po upadku ZSRR nasza piłka zatrzymała się w rozwoju. Rozpędziła się dopiero w ostatnich pięciu latach, gdy zaczęto w nią poważnie inwestować. Liga rośnie w siłę też dzięki piłkarzom z zagranicy.

Pieniądze daje państwo, ale też prywatni biznesmeni. Dobrze być w Kazachstanie piłkarzem. Zawodnicy zarabiają od 10 do 60 tysięcy dolarów miesięcznie, podczas gdy pensja przeciętnego Kazacha to 170-200 dolarów miesięcznie. - Wielu zwykłych ludzi jest złych, że piłkarze zarabiają tak dużo. Teraz przegraliśmy z Kirgistanem 0:2. Na zawodników spadła duża krytyka, że nie zapracowali na pieniądze.

W kwietniu w parlamencie rozgorzała gorąca dyskusja. Jeden z polityków, Muhtar Tinkiejew, zarzucił, że kasa jest marnowana. - Spójrzcie na Andrieja Arszawina. Płacą mu milion dolarów kontraktu. Pomyślcie tylko, milion dolarów. Są piłkarze, którzy zarabiają miesięcznie 30 tysięcy dolarów. Czy takiego futbolu potrzebujemy? Dlaczego te pieniądze nie są wydawane na sport dla dzieci? - grzmiał.

Rosyjską gwiazdę, Arszawina, zatrudnia Kajrat Ałmaty. Klub od razu zaprzeczył, że aż tyle płaci piłkarzowi. Właścicielem Kajratu jest Kajrat Bornabajew, jeden z najbogatszych oligarchów w kraju. Handluje ropą, to on sprowadził do Kazachstanu sieć restauracji McDonalds. - Jest uwielbiany. To taki Roman Abramowicz - porównuje Abuow. Niedawno wybudował nowoczesny kompleks treningowy dla młodzieży.

Jego klub jest głównym rywalem państwowego FK Astana. Klub ze stolicy gra na nowoczesnej, 30-tysięcznej Astana Arenie zbudowanej w 2009 roku. Na tym obiekcie w niedzielę zagra Polska.

Od czasu słów wypowiedzianych przez Arno Pijpersa nic się nie zmieniło. Kraj napędzany ropą, reprezentacyjny futbol też by chciał już teraz odnieść wielki sukces. Bagiżjan Abuow: - Ja wiele po tej kadrze nie oczekuję. Ale nasze władze przed trenerem i piłkarzami postawiły jasny cel: mają awansować do mistrzostw świata w Rosji.

Kto się kogo boi?

 - Czy wy musicie się nas bać? Nas może bać się chyba Andora – Michaił Kozaczkow dosyć obrazowo wyjaśnia siłę drużyny narodowej.

Reprezentacja Kazachstanu jednak pnie się w rankingu FIFA. W zeszłym roku była na 141. miejscu, teraz zajmuje 96. W poprzednich eliminacjach do Euro 2016 Kazachowie rywalizowali w grupie w Islandią, Holandią, Turcją, Czechami i Łotwą. Uciułali pięć punktów, co dało im przedostatnie miejsce w grupie. Ostatnia była Łotwa.

 - To nie jest nasze najlepsze pokolenie piłkarzy. Poprzednie było znacznie lepsze - wzdycha Kozaczkow. Mówi o zawodnikach, którzy podstaw futbolu uczyli się jeszcze w ZSRR. Wymienia nazwiska Rusłana Bałtijewa (siedem lat spędził w rosyjskiej Premier Lidze, grał w Dynamo Moskwa i FK Moskwa), Andreja Karpowicza (również grał w Dynamo Moskwa) czy bramkarza Jurija Novikowa. Ze starej gwardii w kadrze ciągle gra za to 37-letni pomocnik Samat Smakow.

Dzisiaj cała reprezentacja Kazachstanu złożona jest z piłkarzy grających w rodzimej lidze. Większość z nich to zawodnicy Astany i Kajratu. Tyle że w tych klubach pierwsze skrzypce i tak raczej grają piłkarze zagraniczni. W Kazachstanie drużyna może mieć ośmiu takich piłkarzy. Na boisku może ich przebywać maksymalnie sześciu.

 - Nie mamy środkowego napastnika. Mamy tylko jednego dobrego środkowego obrońcę. To Jurij Łogwinienko, również nasz najlepszy strzelec w poprzednich eliminacjach. Strzelił dwa gole Petrowi Cechowi. Jest lepszy niż Messi - ironizuje dziennikarz "Czasu".

 - Nasi piłkarze korzystają jednak na grze w europejskich pucharach. Przez to są coraz lepsi w kadrze - mówi z kolei Bagiżjan Abuow. - Ciągle jednak mentalnie nie dorośli do poziomu europejskiego. Brakuje im zimnej krwi, spokoju, opanowania.

Bez wątpienia najlepszym kazachskim piłkarzem jest dziś 23-letni pomocnik Kajratu Ałmaty Bauyrzhan Islamkhan. To klasyczna "dziesiątka", rozgrywający. Ogromny szacunek i miejsce w składzie ma też wspomniany weteran Samat Smakow. To swoją drogą człowiek instytucja, ma własną, wspieraną przez Adidasa szkółkę piłkarską. Jest niezwykle szanowany.

Piłka cyrkowa

"Cyrk" - tak miał Smakow niedawno napisać na Twitterze na temat niedawnego jeszcze klubu FK Aktobe. Jest jego legendą, rozegrał tam prawie 200 meczów. - Media podawały, że przeniósł się z FK Aktobe do FK Ordabasy, bo jego drużyna mogła ustawiać mecze. Źle żył też z szefami klubu. Ponoć nie chciał grać w ustawianych meczach. Nazwał więc to cyrkiem -  relacjonuje nam Bagiżjan Abuow.

Smakow jest w Kazachstanie jak Anatolij Tymoszczuk na Ukrainie czy Daniele De Rossi we Włoszech.

 - Inni ważni piłkarze kadry? Dmitri Szomko i Azat Nurgalijew z Astany - mówi dziennikarz Kazfootball.kz. Polscy kibice Ekstraklasy mogą kojarzyć Siergieja Chiżniczenkę, który niedawno grał w Koronie Kielce. To środkowy napastnik, z którym wiązano w Kielcach duże nadzieje. Piłkarz jednak zawiódł. W największym skrócie - nie był skuteczny. W kraju jest gwiazdą. Reklamował choćby Pepsi. W Kielcach grał też Abzał Biejsiebiekow. Też kariery u nas nie zrobił. 

Nie ma dziś w zespole Baurżana Dżoliczewa. Piłkarza, który z Astaną grał w Lidze Mistrzów. Nie chciał jednak przedłużyć kontraktu, potem nic nie wyszło z przeprowadzki do Portugalii. Został bez klubu.

Cyrkiem na pewno było to, na co w styczniu wpadły władze piłkarskiej federacji, a konkretnie jej szef Erlan Kożhapanagow. Otóż wymyślił, że nowego trenera kadry pomogą wybrać mu kibice. Pomysł został wyśmiany, szef szybko przerwał internetowe głosowanie. To, dlaczego rządzi kazachską piłką, dla wielu osób w tym kraju stanowi nie lada zagadkę. Inni się tylko uśmiechają. Jest byłym celnikiem, zanim objął funkcję, nie miał nic wspólnego z piłką nożną.

Kożhapanagow wybierał trenera, bo w tym roku rozstał się z Rosjaninem Jurijem Krasnożanem. Jego wyniki nie były w przekonanu władz satysfakcjonujące. Zastąpił go Kazach Tałgat Bajsufinow. Wybór tego nieznanego, przeciętnego zupełnie szkoleniowca bez większych osiągnięć był zaskoczeniem. Również dlatego, że to pierwszy nieobcokrajowiec na tym stanowisku od 11 lat.

Abuow załamuje ręce: - Pod wodzą Krasnożana drużyna miała charakter. Po wielu latach władze zdecydowały się jednak powierzyć misję Kazachowi. Tyle że nasi trenerzy nie są przygotowani na ten poziom. Mają małe doświadczenie. Nie można stawiać im tak wysokich wymagań.

A Kazachstan, przypomnijmy, ma awansować do finałów mistrzostw świata.

Za Krasnożana reprezentacja grała piątką obrońców. Jego następca wprowadził system 4-4-1-1. Głównym atutem niedzielnych gospodarzy, przynajmniej teoretycznie, powinno być boisko na Astana Arenie. Położona jest tam sztuczna murawa. W Lidze Mistrzów nie potrafiły na niej wygrać Atletico Madryt, Benfica Lizbona i Galatasaray Stambuł. Na szczęście kluby to nie kadra. I choć Kazachowie w trawie upatrują swoich szans, to jednak poprzednie kwalifikacje pokazały, że wcale to nie jest atut. Na swoim boisku europejsko-azjatycka reprezentacja zdobyła zaledwie jeden punkt.

Owcy ponoć nie zarzynała.

Jacek Stańczyk

FORMULA 1 GRAN PREMIO D’ITALIA 2016 tylko w Eleven Sports! Treningi, kwalifikacje i wyścig możesz obejrzeć w ten weekend online na elevensports.pl. Eleven Sports znajdziesz również w ofertach największych operatorów – takich jak Cyfrowy Polsat, nc+, UPC, Vectra, Multimedia, INEA czy TOYA.

ZOBACZ WIDEO: Prezes PZPN: Wiele mocnych drużyn bardzo cierpiało w Astanie...

Komentarze (7):

  • Przypał Zgłoś
    Normą w futbolu jest to, że słabe drużyny potrafią stawiać większy opór niż mocni rywale. W silnym zespole motorem napędowym są taktyka i umiejętności, a w zespołach które grają
    Czytaj całość
    "tyły" hart ducha, potrzeba pokazania się, swego rodzaju męstwo, takie męstwo jakie niegdyś charakteryzowało rycerzy. Słabe drużyny wspinają się na wyżyny swojego charakteru by coś pokazać, przy czym są kompletnie nieprzewidywalne bo najczęściej nie mają żadnego utartego schematu gry, przećwiczonych wariantów itp. Lecą na żywioł i dlatego często sprawiają niespodziewajki - patrz Albania na ME. Nie zmienia to jednak faktu, że taki zespół nie jest w stanie nawiązać walki o turnieje. Oni mogą sprawić niespodziankę w starciach z poniekąd rozbitymi, niepoukładanymi zespołami, jak im wypadło grać w EL. ME 2016. Reprezentacje Holandii i Czech były w rozsypce w tym czasie więc potraciły punkty z Kazachami. Natomiast w rozgrywce ze sprawnie działającą maszyną, choćby stanęli na rzęsach, nie są w stanie zrobić żadnego pozytywnego rezultatu. Ich szczęściem w tych eliminacjach jest fakt, że tylko reprezentacja Polski jest w tej grupie taką sprawną maszyną więc jestem przekonany, że skończą tą grupę bez awansu ale z punktami.
    • Wojciech Zuziak Zgłoś
      No i jeszcze Słowenia.
      • Wojciech Zuziak Zgłoś
        Ja się bym tak nie śmiał z takich deklaracji. Historia pokazuje, że na codzień słabe reprezentacje potrafiły wyjść w jednych jedynych eliminacjach wyjść z grupy, a przynajmniej mocno
        Czytaj całość
        napsuć krwi faworytom: Luksemburg, Białoruś, Łotwa, Armenia, Estonia, czy Finlandia, to te które mi na szybko przychodzą do głowy. Nie wiem jak liczyć Czarnogórę, bo to młoda federacja. Do tego można jeszcze wliczyć Albanię, Islandię, Walię, czy Bośnię i Hercegowiną, choć tu się jeszcze okaże, czy to jednorazowy wypad.
        Wszystkie komentarze (7)

        Komentarze (7)

        ×
        PRZEJDŹ NA WP.PL