Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Materiały prasowe / FRANCE HANDBALL 2017

Kamil Kołsut: Turniej we Francji to grzech młodości. Ważne, że chłopcy stają się mężczyznami (komentarz)

Kamil Kołsut
Kamil Kołsut
Mistrzostwa świata we Francji nie były dla Polski porażką. Biało-Czerwoni zajęli siedemnaste miejsce, ale są usprawiedliwieni. Drużyna Tałanta Dujszebajewa weszła w okres dojrzewania i dorosła ma być dopiero za dwa lata.

Powiedzmy sobie szczerze - w tym roku na turniej wysłaliśmy bandę młokosów. Trochę z powodu pecha (kontuzje), a trochę z dziejowej konieczności (zmiana warty). Tylko dwóch uczestników MŚ (Brazylia, Szwecja) mogło się pochwalić niższą średnią wieku, dla jedenastu Biało-Czerwonych występ we Francji był debiutem na wielkiej imprezie.

Mierzyliśmy w 1/8 finału, ale inni byli lepsi. Wracamy z Pucharem Prezydenta i nadzieją, że z tej mąki będzie chleb.

Porażek w grupie szkoda. Mam wręcz wrażenie, że każdy mecz był do wygrania. I przekonanie, że gdyby mistrzostwa zaczynały się dziś - a więc i zespół byłby bogatszy o siedem godzin doświadczeń - przynajmniej jedno z czterech spotkań zakończyłoby się naszym zwycięstwem, co dałoby przepustkę do kolejnej rundy.

Dotknęło nas to, co dotyka wszystkie drużyny niedojrzałe. Momenty udane Biało-Czerwoni przeplatali złymi; w każdym meczu przeżywaliśmy fragmenty koszmarne, które ważyły na wyniku.

ZOBACZ WIDEO To dlatego Maja Włoszczowska odniosła życiowy sukces na igrzyskach

Norwegom nie rzuciliśmy gola przez dziesięć ostatnich minut spotkania, Brazylijczykom przez pierwszych osiem. Z Rosjanami przespaliśmy środek pierwszej i początek drugiej połowy, Japończycy wyczekali moment i z 8:7 zrobili 8:11. Podczas starcia z Francuzami start drugiej połowy przegraliśmy 0:5, Tunezja odrobiła pięć bramek straty, Argentynie zaś przez kwadrans drugiej połowy wbiliśmy trzy gole.

Grzechy młodości.

Turniej był treningiem cierpliwości. Przyzwyczajeni do drużyny walczącej co roku o medal musieliśmy się nauczyć przegrywać.

I cieszyć z małych rzeczy, bo pozytywnych elementów nie brakowało. Tak dobrej bramki, jak we Francji, nie mieliśmy już dawno. Adam Malcher udowodnił, że w cieniu Sławomira Szmala oraz Piotra Wyszomirskiego dojrzał golkiper klasowy i byłoby szkoda, gdyby po zakończeniu sezonu nie spróbował szczęścia w Bundeslidze.

Adam Morawski był godnym zmiennikiem, a Mateusz Kornecki na MŚ zadebiutował wręcz błyskotliwie (88 proc. skuteczności z Argentyńczykami). Paweł Paczkowski - jeśli zdrowie mu dopisze - może niebawem stać się w tej reprezentacji rozgrywającym na lata, Tomasz Gębala też możliwości ma nieprzeciętne, Michał Daszek zaś - choć momentami wciąż nierówny - dojrzewa do poziomu skrzydłowego europejskiej klasy.

Wymieniam fundamenty. Momentów oraz jasnych punktów było więcej, choć i nie wszyscy kartkówkę zdali. Turniej posłuży też Dujszebajewowi do selekcji negatywnej, którą uwidocznią najbliższe powołania.

Pamiętajmy też, że ta drużyna może być tylko mocniejsza. Tylko zdrowie z wyjazdu do Francji wyeliminowało Wyszomirskiego, Michała Jureckiego, Mariusza Jurkiewicza, Michała Szybę oraz Kamila Syprzaka. W życiu fart zawsze skraca się z pechem i nie wierzę, by takie nieszczęście w najbliższym czasie się nam powtórzyło.

Oczywiście, nie mydlmy oczu i nie mylmy znaczeń - siedemnaste miejsce to wynik mierny. Nie sukces sportowy był jednak celem we Francji, tylko rozpoczęcie budowy. Nie każdy jest tego świadom i z pewnością najbliższe dni zrodzą - a nawet już zrodziły - Januszy pióra, tworzących historie o spadaniu z konia, którzy piłką ręczną interesują się przez dwa tygodnie w roku.

My, rozsądni, musimy być cierpliwi.

Dziś jedno wiem na pewno - Polacy zakończyli ten turniej mocniejsi niż zaczęli. Drużynie Dujszebajewa do sportowej dojrzałości jeszcze daleko - sam selekcjoner szacuje, że jego młode wilki potrzebują trzydziestu pięciu, czterdziestu meczów na najwyższym poziomie - ale miło było patrzeć, jak proces dojrzewania się rozpoczął.

Cel to Tokio, pierwszy egzamin Polaków czeka jednak już w maju. Trwające eliminacje mistrzostw Europy to wydarzenie kluczowe, ważniejsze od występu we Francji. Awans jest konieczny, jego brak misterny plan budowy zespołu znacząco skomplikuje.

Biało-Czerwoni na najwyższy poziom mają się wspiąć za dwa lata, podczas mistrzostw świata w Niemczech i Danii, które będą elementem olimpijskiej kwalifikacji. A to już - jak podobno misternie liczy Michał Daszek - za 723 dni.

Kamil Kołsut

Zobacz inne teksty autora -->

Czy Polska zagra na igrzyskach olimpijskich w Tokio?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (15):

  • Viran Zgłoś
    Poniżej mój, pośrednio polemiczny, komentarz co do oceny występu naszej kadry, któy pozwalam sobie podlinkować.
    Czytaj całość
    Pozdrawiam.http://sportowefakty.wp.pl/kibice/30305/blog/14381/ocena-wystpu-naszej-kadry-czyli-w-drodze-do-znalezienia-clou
    • Grzymisław Zgłoś
      Reprezentanci takich krajów, jak Szwecja, Norwegia, czy Słowenia(gdzie jest też sporo nowych twarzy) pokazali, że doświadczenie nie jest najważniejsze.Często ocenia się tu
      Czytaj całość
      indywidualnie konkretnych graczy. Może to w grze drużynowej nie jest specjalnie miarodajne, ale w przypadku naszej kadry jest to wyjątkowo słuszne. Dlaczego? Z prostej przyczyny - najbardziej brakowało właśnie gry zespołowej. Dominowały wyczyny indywidualne.Nie można stwierdzić, że ktoś nie może już nigdy być powołany na mistrzostwa, bo tutaj zawiódł. Są tacy, co zawiedli, ale może przy kolejnej okazji znów oni będą najmocniejsi na swojej pozycji i zasłużą tym samym na kolejną szansę.Powołania wzbudziły kontrowersję. Przyjrzę się, podobnie jak kilku zacnych przedmówców, czy selekcjoner i zawodnicy je wybronili, czy też potwierdziły się obawy.---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Bramka: Adam Malcher zdecydowanie na plus. Adam Morawski też coś tam bronił. Nie było przesłanek, by na turniej jechał akurat Mateusz Kornecki, jedyne, jakie mogły być, to gra w meczach kontrolnych, ale dostał się do nich przez kontuzję Wyszomirskiego. Zagrał kawałek meczu i dokonał wielkiego wyczynu - przez ponad 10 minut nie stracił żadnej bramki. Nie ma bramkarzy, po których występie można być pewnym, że byłoby lepiej. Przykład słabszego turnieju Filipa Ivicia, czy Niklasa Landina, którzy zaprezentowali się gorzej od nich, pokazuje, że nie ma bramkarzy niezastąpionych. Tak też, na szczęście, okazało się w polskiej reprezentacji.--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Lewe skrzydło: Podobnie jak w kadrze kobiet jedyna pozycja bez zmiany pokoleniowej. Doświadczeni zawodnicy spisali się jakoś. A czy nie lepiej było postawić Krajewskiego na rozegraniu i wziąć też Nogowskiego? Pewnie lepiej. Niespodziewanie selekcjoner wysyłał na rozegranie Jachlewskiego, a nie Krajewskiego. Wychodziło różnie, nie stanowił on jednoznacznej poprawy.Gdzieś w orbicie zainteresowań selekcjonera powinien też być mój dawny faworyt na tej pozycji, a więc Damian Kostrzewa.----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Prawe skrzydło: Daszek jest największym pewniakiem jeśli chodzi o selekcję w całej kadrze. Arkadiusz Moryto został wybrany tak na chybił-trafił, pewnie głównie ze względu na młody wiek. Oczywiście w lidze byli zawodnicy bardziej wyróżniający się, za to starsi(na czele z liderem strzelców ligi Mateuszem Seroką). Nie ma żadnej gwarancji, że spisaliby się lepiej, bo z Moryto nie było tak źle, jednak nie można uznać, że był pewnym punktem i trzymać się go bez względu na okoliczności jako pewnego reprezentanta na przyszłość.----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Koło: Pod nieobecność Syprzaka bodaj najsłabsza pozycja w kadrze. Nie wiem skąd pochwały dla Marka Daćko. Główną zaletą tego zawodnika, kołowego głównie do ataku, są bramki. Tymczasem tutaj rzucał z dość niską skutecznością i często nie odbierał podań. Niezbyt silny na tle rywali i często przegrywał walkę o pozycję. A jakieś rozerwania na kołowym? Na pewno nie z nim. Walczak to zupełne zaskoczenie w kadrze. Sprawdził się o tyle, że nie bardzo więcej można było po nim oczekiwać. Neutralny występ, bo nie miał większych szans pokazać się w ataku, grał głównie w obronie. Gębala również dość słabo. Nie był wcale pewnym punktem defensywy. Mimo upływu lat dla mnie kandydatem do kadry jest nadal Michał Peret. Taki kołowy-taran przydałby się. 3 wysokich i dość chudych kołowych, to nieporozumienie.------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Lewe rozegranie: Jeśli Michał Jurecki kiedyś powróci do kadry, to będzie zdecydowanym nr 1. Tomasz Gębala występem tutaj też ustabilizował pozycję mimo małego stażu w kadrze. W kluczowych spotkaniach zdecydowanie zawodził Piotr Chrapkowski. Jeśli miałby grać tylko w obronie, to zdecydowanie nie warto. Możliwe, że w przyszłości będzie znów graczem bardziej uniwersalnym, wtedy jak najbardziej. Lansowani na forum Antoni Łangowski i Paweł Genda są warci sprawdzenia. Sytuacja na pozycji jest w miarę klarowna, ale nie ma co oczekiwać, aby była to nadal pozycja kluczowa.-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Środek rozegrania: Obok koła druga słaba pozycja. Selekcjoner wystawiał tu aż 4 zawodników i żaden jakoś specjalnie się nie spisał. Łyżwa kombinował strasznie, był nerwowy, często tracił. Niewrzawa nieskuteczny, bez pomysłów, ospały. Jest o tyle usprawiedliwiony, że był bardzo długo kontuzjowany, ale selekcjoner musiał o tym wiedzieć i nie wiadomo czemu zdecydował się na takiego zawodnika. Łukasz Gierak jakiś bezbarwny. Nie wnosił zbyt wiele. Obawiam się, że nie jest to materiał na rozgrywającego kadry. Największy potencjał zaprezentował tutaj mimo wszystko Łyzwa. Nie ma żadnej gwarancji, ale Piotr Masłowski wydaje się oczywistym kandydatem. A na tej pozycji powoływanie bardzo młodego zawodnika jest jeszcze bardziej ryzykowne, niż gdzie indziej.-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Prawe rozegranie: Paczkowski spisał się naprawdę dobrze. Przybylski na pewno nie, ale to było 100% pewne powołanie dzięki jego formie w lidze, przy kontuzjach i rezygnacji Lijewskiego nie miał wiarygodnych konkurentów. Tutaj nie ma w tej chwili innych opcji, trzeba liczyć, że wybije się ktoś, kogo teraz się nie dostrzega, kto ma łatkę solidnego ligowca. Ew. powrót po urazie Michała Szyby nie oznacza, że bohater MŚ z Kataru będzie miał miejsce, bo jego forma przed kontuzją również była niepewna.
      • handball Wybrzeże Zgłoś
        Z 3 we Francji nie sprawdzil sie zaden, Maslo byl kilkanascie razy powolywany przez roznych trenerow i nic z tego nie wychodzilo. Kowalczyk nie dal rady w mlodziezowce, a w pierwszej ma dac
        Czytaj całość
        rade? On na razie musi zniwelowac braki fizyczne. No fakt, na ta chwile nie mamy nikogo obiecujacego, nawet w nieco odleglej perspektywie.
        Wszystkie komentarze (15)

        Komentarze (15)

          Wszystkie komentarze (15)
          PRZEJDŹ NA WP.PL